Betonowa dżungla

 
Jest godzina 19:30 – styczniowy, chłodny wieczór. Postanawiam wyjść z „niewolniczej klatki” i zobaczyć co się dzieje na zewnątrz. Idę wolnym krokiem, mijam kilka bloków i jak makiem zasiał. Widzę raptem dwie osoby, przemykające bocznymi alejkami, uliczkami – zakorkowane maskami, aż pod same oczy.
Moje zniekształcone, nie do końca zdemoralizowane ego, nakazuje mi odebrać zaistniałą sytuację, jako absurd i coś nadzwyczaj dziwnego. Jednak po chwili akceptuje to co ujrzałem, nie chcąc tracić cennej energii, której coraz mniej dostarczamy organizmowi z coraz bardziej przetworzonej żywności. Postanowiłem zaszaleć – pod wpływem impulsu wykonuję 30 szybkich wdechów metodą Wim Hofa, żeby lepiej dotlenić organizm choć wiem, że jakość tutejszego powietrza ma wiele do życzenia. Kieruję się metodą efektywności, a skoro nastrój po takiej sesji mi się poprawia to czemu z tego nie skorzystać? Zazwyczaj takie rzeczy praktykuje w swojej „niewolniczej klatce”, jednej z wielu, znajdujących się w betonowej dżungli. Tam chociaż nikt nie patrzy się na mnie jak na jakieś dziwadło.
Bo przecież jak to oddychać, niepoważny on czy co? Chce sobie zrobić krzywdę? Coś się Panu stało? zadzwonić po karetkę?
Spacerując wieczorem, mam zwyczaj obserwowania z zewnątrz wystrojów mieszkań, ponieważ wiele osób nie zasłania żaluzji. Nadmieniam, że nie jestem stalkerem. Stwarza to we mnie pozytywny stan, ponieważ uświadamiam sobie, że nie jestem sam w tym mieście – próbuję łechtać tym swoją samotność. Przy okazji słyszę obelżywe słowa kierowane w stronę współlokatorów, słyszę problemy betonowej dżungli, które obumierają, kiedy rankiem trzeba wyjść po zakupy do supermarketu. Niestety ściany odgłosów nie tłumią, ściany mają uszy – nic nie ukryjecie. Mam nadzieję, że ten trend się odwróci ku większej autentyczności społecznej.
Po spacerze kieruję się w stronę drzewa, na którym bawiłem się w młodzieńczych latach. Cud, że jeszcze istnieje. Wmawiam sobie, że zapamiętało ono moją energię z dzieciństwa, po czym wtulam się w nie, chcąc usunąć z siebie wszystkie programy, którym zostałem nasiąknięty na przestrzeni kilkunastu lat. Chcę wrócić do czasów dzieciństwa, które były czasami autentyczności. Będę to robić małymi krokami, żeby otoczenie nie uznało mnie za szura. Słyszałem, że nienormalność w dzisiejszych czasach jest oznaką normalności.

Dodaj komentarz